From bluszczy@sun.ustronet Thu Dec  6 01:18:43 2001
Path: news.ustronet!not-for-mail
From: "tab" <bluszczy@sun.ustronet>
Newsgroups: humor
Subject: BAJKA WEKTOROWA
Date: Thu, 6 Dec 2001 00:42:54 +0100
Organization: UstroNET
Lines: 172
Message-ID: <9umbfj$lsd$1@sun.ustronet>
NNTP-Posting-Host: tab.ustronet
X-Trace: sun.ustronet 1007595827 22413 10.0.5.25 (5 Dec 2001 23:43:47 GMT)
X-Complaints-To: usenet@news.ustronet
NNTP-Posting-Date: Wed, 5 Dec 2001 23:43:47 +0000 (UTC)
X-Priority: 3
X-MSMail-Priority: Normal
X-Newsreader: Microsoft Outlook Express 5.50.4522.1200
X-MimeOLE: Produced By Microsoft MimeOLE V5.50.4522.1200
Xref: news.ustronet humor:411

Bajka Wektorowa


Za siedmioma maksimami funkcji "sinus", za jedenastoma minimami funkcji
"cosinus" dane były trzy wektory: Alfa Jeden, Alfa Dwa i Alfa Trzy. Żaden z
nich nie był ortogonalny do swoich braci i żaden nie wydłużał się ponad
miarę. Żyli pracowicie, cicho i skromnie, służąc wiernie panu
swemu -Wyznacznikowi. Od świtu do nocy przesuwali bracia linie proste,
obliczali iloczyny skalarne i kąty nachylenia, podpierali okręgi w ich
punktach styczności i wystawiali swoje grzbiety prostopadle do różnych
krzywych, które zadawał im ekonom, bezlitosny Minor. Pomimo to byli
szczęśliwi. W wolnych chwilach uprawiali swoje własne, styczne do chatki,
pole wektorowe - a choć skromne to było poletko (trochę snopów koherentnych,
nieco liści Kartezjusza, dwa czy trzy ślimaki Pascala), przecie nie
narzekali na swój wektorowy los. Ale niedługo trwało szczęście braci.
"Obrócę płaszczyznę o kąt fi i przyrównam każdemu jedną współrzędną do
zera" - zagroził Minor. A jakże to żyć wektorowi na płaszczyźnie z jedną
tylko współrzędną? Zmartwili się bracia i postanowili uciec od Wyznacznika i
jego Minora tam, gdzie znajdą dogodny i prawy układ współrzędnych. Pokłonili
się starej Macierzy, podjęli ją za kolumny, po raz ostatni obejrzeli się na
swoje, teraz już zdegenerowane pole wektorowe, zaczerpnęli potencjału ze
studni i poszli po trajektorii przed siebie. Idą, idą, idą - rodzinna
chatynka widnieje na horyzoncie już pod kątem mniejszym niż epsilon (a
trzeba ci wiedzieć, że dawniej nie takie epsilony bywały, jak dziś) - aż tu
nagle strumyk paraboliczny przed nimi się modrzy i akurat zmienia znak
pochodnej. "Ech, połowić by rybki-skalary" westchnął Alfa Jeden. "A czemu
nie?" - zgodzili się bracia. Z punktu brzegowego zarzucili do wody sieć,
skonstruowaną uprzednio w misterny sposób za pomocą cyrkla i linijki.
Ciągną, patrzą, oczom nie wierzą: w sieci pi-ryba trzepocze, ludzkim głosem
przemawia: "Wypuście mnie, mileńcy moi, a ja się wam odwdzięczę". Wypuścili
bracia pi-rybę na wolność i idą dalej. Patrzą, a przy drodze mały Argument
leży. Próbuje się podnieść do kwadratu, ale że schudł już bardzo i jest
mniejszy od 1, wiec co pomnoży się przez siebie, to staje się jeszcze
mniejszy. Ulitowali się nad nim bracia, dodali do niego 1 i dopiero potem
podnieśli do kwadratu, potem jeszcze raz i jeszcze raz. Wzrósł Argument i
powiada "Dziękuję wam pięknie. Idźcie swoją drogą, a ja jeszcze się wam
przydam".

Nie zdążyli bracia ani 2^(-n) mili przejść, patrzą, stoi przy drodze
chatka na kurzej łapce. "Hej chatko, chatko, odwróć się do nas plusem, do
lasu minusem"- wołają. Zakołysała się chatka, odwróciła. Otwarły się drzwi.
Weszli bracia i dusza im się raduje. Stoi pod piecem stół, wszelkim jadłem
zastawiony. Podjedli bracia, odpoczęli, potem znów pojedli i znów odpoczęli,
następnie trzeci, czwarty, ... n-ty raz pojedli i odpoczęli. Już, Już mieli
przejść z n do granicy, a tu nagle zza pieca wychodzi stwór kosmaty: jakby
kwantyfikator, ale czy on ogólny, czy szczególny - nie odróżnisz. "Bracia,
bracia, ratujcie mnie. Już pół życia siedzę tu pod władzą czarownika de
Morgana za to, że odmawiałem zaprzeczenia implikacji.?

Wzruszyli się bracia losem Kwantyfikatora i zabrali go ze sobą. Idą wesoło
przed siebie. Obejrzeli się. Leci po niebie strzała. Uderzyła o ziemie,
schowała ostrze, wygięła się złowrogo i zmieniła się w śliski, ohydny znak
negacji. "Uciekajmy co sil w nogach - wykrzyknął Kwantyfikator - bo nas tu
wszystkich zaneguje". Puścili się bracia pędem, uciekli de Morganowi.

Bajka przędzie się kołem, rzecz się toczy z mozołem. Długo trwało, zanim
ujrzeli bracia przed sobą mury prastarego grodu Trygonoma, który jeszcze car
Heron wybudował. I rosły przed braćmi mury Trygonoma tak, jak rośnie wykres
funkcji y = 1/x przy x dążącym do zera z prawej strony. I rozbiegały się z
trzech wież Trygonomu promienie złociste tak, jak są rozbieżne sumy
częściowe szeregu harmonicznego 1+1/2+1/3+1/4+1/5+... Zaszli bracia do
gospody "Pod Pierwiastkiem", pogadali z karczmarką, grubą Sigmą.
Opowiedziała ona o wielkim nieszczęściu, jakie przed laty nawiedziło
prastary Trygonom. Panował był w Trygonomie teraz już stary i siwiuteńki
książę Tangens wraz ze swą piękną niegdyś małżonką Tangensoidą. Mieli przed
laty śliczną córeczkę Asymptotę, ukochaną obojga księstwa i ludu. Miała być
podporą dla rodziców na stare lata, gdy już blisko im będzie do
nieskończoności. Aliści zdarzyła się rzecz straszna. Na uroczyste nadanie
kierunku Asymptocie nie zaproszono starej wróżki Transpozycji. Była to zła
wróżka i prawdę powiedziawszy, nikt jej w księstwie nie lubił, a i ona
stroniła od ludzi. Jednak, gdy dowiedziała się, że nie została elementem
zbioru gości, z zemsty wyrzekła przepowiednie, że gdy księżniczka dojdzie do
lat siedemnastu, porwie ją de Morgan. Nie bali się tej wróżby Tangens i
Tangensoida. Wyznawali bowiem logikę wielowarstwową i nie przypisywali
przepowiedni Transpozycji żadnej dodatniej wartości. Na dowód tego w dniu
17-tych urodzin Asymptoty wyprawiono wielki bal. Nie było równego mu balu
ani przedtem, ani potem w całym obszarze ciągłości Tangensa. Młody lokaj
Gauss, świeżo ukończywszy dowód konstrukcji, pięknie przystroił sale balowe
siedemnastokątami foremnymi. Przybyły na bal wszystkie pokrewne funkcje
trygonometryczne i hiperboliczne, książęta dx i dy, a nawet stary dziwak
Area-Cosinus Hiperboliczny, którego nikt nigdy bez krzywej łańcuchowej nie
widział. Kto chciał, tańczył, kto nie chciał, to robił co innego, bo kraj
był demokratyczny. Starsi wspominali czasy, gdy jeszcze wzrastali i mieli
dodatnią pochodną, średni wiekiem robili analizę harmoniczną swoim
towarzyszkom, nieprzeliczalna służba na każde skinienie różniczkowała
gościom jadło i napitki. W zacisznych kącikach młodzi całkowali się
ukradkiem po dt, ale zanadto się z tym nie kryli. Książe bowiem rozumiał
młodzież i niejedna młoda wypukła funkcja znalazła na jego dworze styczność
drugiego rzędu z jakimś przystojnym i silnie zbieżnym funkcjonałem.

Nagły podmuch zgasił wszystkie świece, wśród gości pojawiły się zbiory
rozmyte, a gdy fagasi wnieśli nowe punktowe źródła światła, okazało się, że
wśród uczestników balu nie ma już Asymptoty-krasawicy. Wykazano wnet
(indukcyjnie, ze względu na liczbę obecnych na sali gości), że porwał ją de
Morgan, zaprzeczając rozkazom księcia i warunkom wejścia na bal. Tak oto
spełniła się przepowiednia wróżki Transpozycji. Od tej pory smutek zapanował
w całym grodzie. Nikt nie rozwija się w szereg, nie całkuje i nie mnoży.
Młode Różniczki dawno już zmieniły się w stare Różnice, mało które zmieniły
znak z - na +. Po bokach trójkątów grasują zdziczałe kąty i nie zawsze
staremu wiernemu hajdukowi Euklidesowi uda się je zsumować do 180 stopni.

Głęboko zapadła braciom w dusze opowieść Sigmy i postanowili wyzwolić z rąk
de Morgana nadobną Asymptotę. Udali się najpierw do wróża Bezouta. Siedzi
Bezout za stołem, pierwiastki liczy kołem, gdy nie masz "u", kolego, nie
przychodź do niego. Przynieśli bracia cztery nie trywialne pierwiastki,
wręczają Bezoutowi i pytają, jak im pokonać de Morgana. "Trudna to sprawa -
odrzecze Bezout. - Więzi on wiele kwantyfikatorów i pokonać go tylko możecie
śmiało omijając prawo wyłączonego środka. Ale oto ciemnieje moja kryształowa
pseudosfera: znak, że uda się wasze przedsięwzięcie. "

Podziękowali bracia Bezoutowi, dodali jeszcze trzy pierwiastki (zespolone,
kwadratowe) i stoczyli się po linii najmniejszego spadku z murów Trygonoma.
Kwantyfikator został bąrmanem pod pierwiastkiem, a Alfa Jeden, Alfa Dwa i
Alfa Trzy poszli po gradiencie w kierunku widniejącego lasu, tak gęstego,
jak liczby wymierne po prostej. Jak tu przejść? Ale oto machnął jeden brat
przekrojem Dedekinda, machnął drugi, potem trzeci: skonstruowali bracia
liczbę niewymierną 2*/2 (2 pierwiastki z dwóch) i przeszli przez las. Wnet
zagrodził im drogę potok wypełniony cieczą nieściśliwą i nielepką.
Niezwyczajny to potok - pełen turbulentnych wirów i punktów osobliwych. "Co
robić? - dumają bracia.

- Gdybyż mieć chociaż spirale logarytmiczną!". Ale któż to pyszczek z wody
wystawia? Pi-ryba. Przewiozła braci, jednego po drugim, na drugą stronę.
Pokłonili się jej bracia w pas i poszli dalej, bo już było widać ogromną
górę Moduł a na niej zamek de Morgana. Doszli bracia pod samą górę i
zmartwili się. Bo, wprawdzie do zamku droga prosta, stopnie zapraszają do
wejścia, ale co to za stopnie? - śliskie jak lód, gładkie tak, że co
postawisz nogę na jednym to spadasz na drugi, próbują bracia i próbują, ale
nawet na pierwszy stopień nie weszli. Nagle jak spod ziemi wyrasta
Argument - ten, którego kiedyś od zniknięcia uratowali. Podstawił się
Argument do zmiennej niezależnej, zaburzył współczynniki przy równaniach
schodów, zmniejszył gładkość i weszli bracia na górę. Ale do samego zamku
jeszcze długa droga. Wejścia pilnuje pies Boole-dog, sierść na nim jeży się
jak wykres funkcji y = sin 1/x, szczerzy zęby i warczy. Za Zapisem
Peauceliera stoi: kto psa pokona, wnet go Inwersor w środek inwersji postawi
i za płaszczyznę wyrzuci. Nie stracili głowy bracia. Sinus 1/x przez x
pomnożyli i go w zerze uciąglili. Potem owinęli się wstęgą Mobiusa i
czekają. Zabrał się Inwersor do odwracania wstęgi Mobiusa, ale że jest to
powierzchnia jednostronna, nic się braciom nie stało. Wychodzi na to sam de
Morgan z suką Negacją, operatorem Minusem i starym czarownikiem Tercjanem.
Wektorom znaki pozamieniać chce, od poprzednich wartości odjąć i tak to
przyrównać braci do zera. Pobledli bracia, "Już po nas - myślą. - Już nie
ujrzymy starej Macierzy". I stało by się tak, gdyby nie Kwantyfikator
"Istnieje Iks", który w samą porę przybiegł z Trygonomu, jeszcze w fartuchu
barmana. Zagryzł Negacje, stal się kwantyfikatorem "Istnieje Iks taki, Ze
Nieprawda Ze Igrek" i zaczął przekształcać de Morgana, a bracia pomagają mu
z drugiej strony. Rachunki logiczne przeprowadzają, a z prawa wyłączonego
środka nie korzystają. "Tertium non datur" - woła de Morgan, ale Tercjan nie
słyszy. Upadł de Morgan. Już po nim. Otworzyli bracia de Morganowe nawiasy i
zaraz ukazała im się długa linia prosta, w której natychmiast rozpoznali
księżniczkę Asymptotę. Wkrótce nadjechał i sam Tangens. Wziął córkę w
ramiona i rzekł braciom: "Mam ja tylko jedną, a was jest trzech. Niech
najstarszy weźmie ją za żonę. Dam mu dogodne współrzędne: dwakroć PI/2 i
grupę Translacji w dziedziczne władanie".

Nie minęło i e niedziel, a w Trygonomie odbył się huczny ślub, po którym
nastąpiło skromne wesele. Byli na nim obecni wszyscy bracia: Alfa Jeden,
Alfa Dwa i Alfa Trzy. Przybył (uszlachcony przez Tangensa) Argument w
kokilce ciągnionej przez kare bułanki Pi-ryba wystąpiła w przepięknej
galarecie z jarmużem i bedłkami, a piwo gościom rozlewał sam Kwantyfikator,
obecnie już właściciel zajazdu "U z daszkiem". Nie musieli długo czekać
księstwo. Alfa Jeden podziałał sobą na księżniczkę Asymptotę (teraz już
swoją żonę x=PI/2) tak, że na płaszczyźnie pojawiły się wkrótce w
regularnych odstępach nowe asymptoty, a stary Tangens i Tangensoida mogli
wreszcie spokojnie przejść do nieskończoności.


Autorem tego opowiadania jest Michal Szurek, a z "Młodego Technika" nr 6/86
w klepał je pracowicie dla was Monster.




